
Paweł Matyszewski, Kompozycja Biologiczna 19
akryl na płótnie, 2025.
Ta praca jest częścią wystawy „Imagining Queer Utopia”
kuratorowanej przeze mnie (Michała Rutza) w Queer Museum Vienna
Macki i szczeliny
Amalgamat queerowych form całkowicie pochłania powierznię płótna. Wiją się po niej, wyślizgując się sztywnym kategoriom. Falujące linie i organiczne kształty przywodzą na myśl włosy, wnętrzności, macki oraz pnącza. Kształty te skręcają się i wyginają w konwulsyjnym rytmie. Poszczególne członki są często ponacinane licznymi otworami i szczelinami. Te z kolei przypominają rany, usta, pośladki czy organy rozrodcze. Formy te splatają się ze sobą i pieszczą nawzajem, tworząc mięsisty, pulsujący arras.
Niemożliwe jest oddzielenie ich od siebie; trudno również określić naturę ich relacji — czy jest ona symbiotyczna, pasożytnicza, czy też mamy do czynienia z jednym organizmem, ekosystemem zależnym od każdego ze swoich elementów. Ten dziwny gąszcz budzi ambiwalentne uczucia — od wstrętu po zachwyt bogactwem faktur, form i linii.
Kwiato-wagina
W centrum kompozycji znajduje się jasnoróżowa, mięsista forma, zbudowana niemal wyłącznie z otworu i wijących się macek. Otwór ten przywodzi na myśl hybrydę — rozwartą kwiato-waginę. Po prawej stronie, naprzeciw niej, widoczna jest „odwrócona”, ciemna, zmarszczona forma, przypominająca pośladki. Ona także zamiast torsu i nóg posiada macki.
To unikatowe połączenie kwiata i waginy przypomina mi o monologu Slavoja Žižka z filmu The Pervert’s Guide to Cinema.
Mój stosunek do tulipanów jest głęboko liryczny. Uważam, że są obrzydliwe. Wyobraź sobie — czy to nie jest jakiś rodzaj, jak to nazwać, vagina dentata? Uzębiona wagina grożąca, że cię połknie.
Myślę, że kwiaty są czymś dogłębnie obrzydliwym. Czy ludzie zdają sobie sprawę, jak potworne są te kwiaty? W gruncie rzeczy to otwarte zaproszenie dla wszystkich — dla wszystkich owadów i pszczół — „chodźcie i mnie zerżnijcie”, nie?
W ujęciu Žižka kwiaty są nie tylko wulgarne, ale i groźne. Ta ambiwalencja — jednoczesne przyciąganie i odpychanie — jest kluczowa również dla obrazu Matyszewskiego.
Monstrualna kobiecość
Wewnętrznie sprzeczny charakter centralnej formy przywodzi na myśl koncepcję „monstrualnej kobiecości” Barbary Creed. W The Monstrous – Creed pokazuje, że to, co w kulturze patriarchalnej budzi lęk, często skupia się wokół kobiecej cielesności, która jest jednocześnie uwodzicielska i niebezpieczna. Vagina dentata jest bardzo dobrym tego wyrazem.
Kobieca podmiotowość i bunt, a także przekraczanie norm płciowych są często przedstawiane jako potworne przez normatywne społeczeństwo.
Ta wystawa odwraca ten punkt widzenia: okazujemy empatię i troskę temu, co zwykle uznawane jest za potworne. Postacie bestii stają się metaforami kobiecej i queerowej mocy, gniewu i pożądania uwolnionych od restrykcyjnych norm społecznych. To celebracja ciał, które opierają się narzuconym ograniczeniom.
Aktywny penetrowany
Figura ta rezonuje z przełomową koncepcją Bini Adamczak dotyczącą circlusion. Pojęcie to opisuje bycie penetrowanym jako aktywny akt, a nie pasywny — jako obejmowanie, wchłanianie, nakładanie czegoś na coś. Adamczak ilustruje tę koncepcję przykładem śruby i nakrętki:

[…]wkręcanie śruby w nakrętkę można nazwać penetracją, natomiast nakręcanie nakrętki na śrubę — cyrkluzją. Oczywiście oba procesy zachodzą równocześnie.
Uzupełniając penetrację (penisem, dildem, palcem czy językiem) obejmowaniem (ustami, odbytem, waginą lub dłonią), Adamczak proponuje nowy język seksualności. Podważa on heteroseksualną logikę utożsamiającą penetrację z dominacją i sprawczością, a bycie penetrowanym z biernością i uległością. W społeczności queer ta logika bywa często reprodukowana, m.in. w podziałach top/bottom czy aktywny/pasywny. Nie chodzi tu o krytykę penetracji czy dominacji, lecz o jej zniuansowanie i rozszerzenie wyobraźni erotycznej.
W tym kontekście kwiato-wagina jawi się jako ciało aktywne, sprawcze i decydujące o sobie.
Androgyniczne hybrydy

Po prawej: As Kijów
Logika zniesienia binarności nie dotyczy jedynie centralnej formy. Trzy zielone macki wdzierają się spoza kadru — jedna z lewego górnego rogu i dwie z prawej strony. Przypominają one Asa Kijów z Tarota marsylskiego. Na karcie szczyt fallicznej buławy zwieńczony jest formą przypominającą vulvę, podobnie jak każde odcięte odgałęzienie.
Analogicznie zielone macki na obrazie są pełne szczelin, przywołując zbieżne wyobrażenia. Oba przykłady łączą czerwień i zieleń, falliczne formy i otwory, tworząc androgyniczne, hybrydyczne formy. Większość, jeśli nie wszystkie elementy obrazu, zdają się podążać za tą logiką.
Zboczone spekulacje

Obraz przywołuje skojarzenia z XIX-wiecznymi atlasami botanicznymi, w szczególności z ilustracjami Ernsta Haeckla. Jednak zamiast dążyć do naukowej klasyfikacji, Matyszewski kieruje się fantazją. Zbacza z prostej, racjonalnej ścieżki w stronę spekulatywnej ewolucji.
Artysta konstruuje fantastyczne wizje reprodukcji, czerpiąc zarówno ze świata fauny, jak i flory, tworząc hybrydyczny język rozmnażania. Otwory i fallusy wszelkiej maści wabią potencjalnych kochanków i ofiary — a może w ogóle nie rozróżniają tych kategorii.
Nieposłuszne ciała i pragnienia
Te nieposłuszne ciała przywołują nieokiełznane pragnienia. Tym samym podważają heteronormatywne i faszystowskie fantazje o czystości. Nie ma tu głowy, centrum ani hierarchii; brak wyraźnego podmiotu i jednoznacznych granic.
Ta wielość wytwarza afektywny nadmiar, który poprzedza interpretację (zanim umysł podoła uporządkować obraz w czyste, odrębne kategorie). W ten sposób Matyszewski kwestionuje tożsamość nie tylko jako konstrukt kulturowy, lecz także na bardziej fundamentalnym, cielesnym poziomie. Ciało jawi się jako amalgamat bytów, materii i procesów — jako asamblaż, a nie autonomiczna, zamknięta całość.
Michał Rutz