
Wideo przedstawia dwóch mężczyzn w frontalnym ujęciu siedzących obok siebie. Blat czarnego stołu ucina ich nagie torsy na wysokości pasa, na którym przed każdym z nich znajduje się kawałek ciasta. Na zmianę odgryzają kawałek swojego ciasta i przekazują go sobie nawzajem ustami.
Karmiący pocałunek
Akt dzielenia się jedzeniem niesie ze sobą bezpośrednie skojarzenia z troską, intymnością i odżywianiem. Przekazując ciasto ustami, gest ten łączy karmienie z erotyczną bliskością. W zależności od perspektywy widza scena może wydawać się czuła i pełna miłości, ale także niekomfortowa lub wręcz odpychająca. Praca operuje jednocześnie na tych dwóch poziomach – jedzenie z czyjść ust jest jednocześnie z pocałunkiem dwóch mężczyzn. Poprzez to połączenie scena zyskuje niemal obsceniczny charakter — nie ze względu na samą niezaprzeczalną seksualność, lecz dlatego, że intymność zostaje przesunięta poza społecznie akceptowane granice.

Ucieleśnionym pakt
Ciasto samo w sobie przywołuje skojarzenia z słodyczą, obfitością i celebracją. W połączeniu z powtarzalnym działaniem przekształca ono już i tak niezwykły gest w coś ceremonialnego — formę choreografii.
Jednocześnie powtarzalność sugeruje wzajemność i współzależność. Żadna z postaci nie pozostaje wyłącznie aktywna ani pasywna — obie w równym stopniu dają i otrzymują. Wymiana staje się formą ślubu/przysięgi — ucieleśnionym paktem, nie wyrażonym poprzez słowa, lecz poprzez samo ciało.
Queerowa teologia
W tym sensie dzieło można rozumieć jako wyobrażenie queerowego rytuału poza instytucjonalnymi lub opresyjnymi językami religii. Zamiast polegać na sztywnych symbolach świętości, proponuję własne. Podobnie jak w moich poszukiwaniach w „Jak opłakiwać pedała po pedalsku”, praca rozwija nowy leksykon queerowych form duchowości i sensu.
Inspiracje

Pragnę podkreślić, że nie jest to dzieło konceptualne ani zaplanowane. Wynika ono z żywego, osobistego doświadczenia.
Pewnego dnia, kiedy jadłem ananasa, miałem właśnie zjeść jego ostatni kawałek. Mój partner, Chike, wszedł do kuchni i wyraził lekkie rozczarowanie, że już nic nie zostało. W odpowiedzi, mając już kawałek w ustach i zaciskając na nim zęby, powstrzymałem się od zjedzenia go. Bez wahania przekazałem mu go, lekko nadgryzionego, ze swoich ust do jego.
Niemal natychmiast uderzyła mnie wielość znaczeń kryjących się w tej drobnej chwili oraz wiedza, jaką mi ona objawiła. Ta praca wyrasta z refleksji nad tamtym krótkim, błahym wydarzeniem.
Michał Rutz